Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/324

Ta strona została uwierzytelniona.
282
F. ANTONI OSSENDOWSKI


— Powiedz, czy jest chociaż jeden człowiek w okolicy któremu uczyniliśmy krzywdę? — pytała staruszka. — Za cóż tyle nienawiści do nas?!
Westchnęła i zapłakała gorzko.
Mąż długo nic nie mówił.
Przeszedł się kilka razy po pokoju i, namyśliwszy się, zaczął szeptać:
— Kwestja to zawiła, oj, bardzo zawiła! Odpowiadamy nie za swoje winy... Za grzechy rządu, szlachty, urzędników, inteligencji, za zbrodnie cara musimy ponieść karę. Uważano chłopa za bydło, którem rządzić można tylko batem. Ciemnego nie chciano z ciemności wyprowadzić. Kopano coraz głębszą przepaść pomiędzy włościaństwem a rządem i inteligencją... No, i doczekaliśmy się dni zemsty! Dziki i ciemny chłop sam wyrwał się z ciemnicy... My dla niego — nie jesteśmy tylko dobrymi sąsiadami — Sergjuszem i Julją, których znają od pięćdziesięciu lat. Jesteśmy „panami“, uczonymi, bliskimi ludźmi dawnych władz, a więc — wrogami...
Długo rozmawiali, smutnie pochyliwszy ku sobie stroskane, sędziwe głowy.
Nagle z brzękiem rozprysnęła się szyba, duży kamień wpadł do pokoju, a przez rozbite okno wleciał obłok mroźnego powietrza.
Głuchy gwar dochodził z podwórza.
Bołdyrew wyjrzał przez okno. Zwarty tłum chłopów, poprzedzanych przez Gusiewa, prowadzącego za sobą baby wiejskie z workami w rękach, sunął ku stopniom ganku.
— Otwierać! Otwierać! — rozlegały się głosy.
Przerażona służba uciekła. Bołdyrew przeżegnał się i poszedł ku drzwiom.
Wbiegł Gusiew, a za nim, krzycząc i potrącając się, wdarły się baby. Zaczęły natychmiast wrzucać do worków stojące na stołach przedmioty, zrywać firanki, wyłamywać drzwiczki szaf i kredensów.
— Zabierajcie wszystko, bo to teraz — wasze! Koniec z burżujami, teraz każda rzecz należy do ludu! — wrzeszczał Gusiew, wymachując kijem.
— Opamiętajcie się, ludzie! — wołał Bołdyrew, lecz tłum, złorzecząc, odepchnął go i biegł dalej.