Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/376

Ta strona została uwierzytelniona.
328
F. ANTONI OSSENDOWSKI


— Myślałem, że przyjedziecie samochodem, a tymczasem doniesiono mi, że jakiś człowiek kilka razy przeszedł przed domem „czeki“... Musimy być ostrożni. Czyhają na nas...
— Macie dobry wywiad — zauważył Lenin z uśmiechem.
— Towarzysze Blumkin i Jagoda są specjalistami od wywiadu — odpowiedział Dzierżyński. — Proszę do mnie!
Szli korytarzem. Na drzwiach widniały napisy „pokój Nr. 1. komisja śledcza tow. Rozsochina“, „komisja śledcza tow. Ozolina...“ Tabliczki z nazwiskami — Rittnera, Mienżyńskiego, Artuzowa, Guzmana, Blumkina bielały na drzwiach.
— Tu przesłuchujemy oskarżonych — objaśnił Dzierżyński, widząc, że Lenin czyta napisy. — W końcu korytarza mieści się sala kolegjum „czeki“ i dwa pokoje: biuro statystyczne i archiwum.
— A reszta gmachu?
— Cele ogólne i osobne dla więźniów. Dla najbardziej obciążonych — ciemnice w suterynach i lochach — odparł, dumny z ładu, panującego w instytucji.
— W środku miasta! — zdziwił się Lenin.
— Sztandary powinny powiewać na miejscach widocznych, uczęszczanych! — zaśmiał się cicho Dzierżyński. — Jesteśmy sztandarem władzy proletarjatu, — krwawej zemsty i gwałtu nad jego wrogami. Marzyłem o ulokowaniu się w katedrze Bazylego Błogosławionego, lecz budynek — na nic!
— Paradoksalny zamiar! — zawołał Lenin.
— Paradoks zastępuje nam logikę, towarzyszu! — znów zaśmiał się Dzierżyński. — Wszystko, co robimy, jest paradoksem, a, urzeczywistniając go, nabieramy niezwykłej siły i uroku w oczach ludzi o zgniłej, tchórzliwej myśli.
— Uważacie, Feliksie Edmundowiczu, że dzięki paradoksowi można długo przetrwać?
Dzierżyński przepuścił przed sobą Lenina i, patrząc na niego, rzekł dobitnie:
— Przez cały czas sprawnego funkcjonowania „czeki“, towarzyszu! Zaręczam wam...
Usiedli. Dzierżyński zapalił papierosa i namyślał się, kurcząc twarz i trąc drgające powieki.
Lenin oglądał gabinet.