Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/379

Ta strona została uwierzytelniona.
331
LENIN


— Kto kierował zamachowcami? Kto posłał ich?
Żadnej odpowiedzi.
— Kto kierował nimi? Kto nasłał zbrodniarzy? — powtórzył Dzierżyński, zacinając blade wargi.
Badany podniósł głowę i rzekł twardym głosem:
— Jestem w waszym ręku, możecie mnie stracić, ale nic nie dowiecie się. Chcę umrzeć za ojczyznę, umęczoną przez...
Nie dokończył, bo buchnął strzał. Kulą utkwiła w prawem ramieniu Wołodzimirowa. Jęknął, lecz zacisnął zęby i spoglądał na bezwładnie zwisającą, krwawiącą rękę.
— Będziesz mówił, psie? — syknął Dzierżyński.
Aresztowany milczał. Prezes czeki miotał się, bił pięściami w stół, ciskał na podłogę czerwone teczki i rozrzucał papiery.
Rzęził i ciężko oddychał.
Fedorenko niewzruszonym głosem rzekł:
— Trudna rada z tak bohaterskiem milczeniem! Można podziwiać... Jednak musimy wiedzieć prawdę!
Wstał i nacisnął guzik dzwonka.
Słysząc, że drzwi się otwierają i wchodzą nowi ludzie, Lenin ostrożnie wyjrzał.
Zobaczył Wołodzimirowa, drżącego, z bladą, przerażoną twarzą, zwróconą ku wejściu. Lenin spostrzegł czarną kałużę krwi, zbierającej się koło nóg szofera i powoli wsiąkającej w gruby dywan.
— Poco tu różowy kobierzec?... Lepsze byłyby ciemne, bardzo ciemne barwy — pomyślał mimowoli i znowu cofnął się za wysokie oparcie fotelu.
Rozległ się głos Fedorenki:
— Niech żołnierze wyjdą i czekają w korytarzu! A więc porozmawiajmy teraz spokojnie! Oskarżony nie będzie przeczył, że ta kobieta jest jego małżonką, Zofją Pawłówną Wołodzimirową, a ten miły chłopczyk — to jego synek — Piotruś?
Wołodzimirow milczał. Lenin znowu wyjrzał. Twarz badanego skamieniała i tylko w oczach jego miotała się rozpacz i wahanie.
Drżąca kobieta, o bladej, zniszczonej twarzy ponuro patrzyła w ziemię i ściskała rączkę chłopca lat dziesięciu o