Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/449

Ta strona została uwierzytelniona.
395
LENIN


Niezawodnie gorączka zatruwała mózg, ukryty we wspaniałem czole, jak kopuła, podnoszącem się nad przenikliwemi, gorejącemi oczami. Bredził w malignie. Co chwila tracił przytomność.
W nocy, gdy pielęgniarka i Nadzieja Konstantynówna zasypiały, Lenin otwierał oczy i czekał, szczękając zębami i ciężko dysząc.
Sunęły przed nim lekkie mgły, niby nici przejrzyste, niby żałobny welon Heleny Remizowej...
Przychodziła, blada, z twarzą wykrzywioną, z oczami, w których miotały się przerażenie i rozpacz, stawała nawprost wezgłowia i wyciągała czerwony skrawek papieru, z palącem się na nim słowem: „Śmierć“! Stała długo, głową potrząsała i groziła leżącemu, lub przeklinała, podnosząc ręce...
Odchodziła powolnie, a za nią sunęła naga postać Dory, okrytej falą czarnych włosów, zbliżała się do łoża, pochylała się nad nim i roniła na pierś Lenina krwawe łzy...
W powietrzu drgała i tłukła się po kątach jękliwa, żałosna nuta:
— O — o — o — oj! O — o — o — oj!
— Czy to burłaki ciągną krypę ciężką i jęczą pod chylącym ich ku ziemi, tnącym barki sznurem mokrym? — miota się myśl dręcząca, chwiejna, usiłująca omamić, oszukać.
Z mgły zwisającej czołga się na kolanach, siwa, groźna Mina Frumkin, skarży się, szlocha bez łez i wśród zawodzeń i jęków ciska krótkie hebrajskie przekleństwo, ciężkie, jak głaz.
Za nią kroczy wysoki, blady, o oczach płomiennych Sielaninow... a tuż — tuż za nim car bez głowy... caryca, wyrywająca sobie bagnet, wbity w brzuch; ...carewicz z twarzą krwią zalaną; ...cały korowód miotających się, straszliwych zjaw... Skamlanie... szczęk zębów... syk urywanego oddechu... szamotanie się... westchnienia.
Nie! to jego zęby wydają zgrzyt ostry, jego gardło skamla, jęczy, jego pierś z sykiem dysze... to on, Włodzimierz Lenin chce się porwać z łóżka i słabnącemi ramionami, w oplocie bandaży, walczy z Nadzieją Konstantynówną, sanitarjuszką i dyżurnym lekarzem.
— Och! — wzdycha z ulgą i zapada w sen głuchy i ślepy.