Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/457

Ta strona została uwierzytelniona.
403
LENIN


Zaśmiał się cicho i tajemniczo.
Milczeli długo, mierząc się wzrokiem, przełapując każdy błysk oczu, każdą rodzącą się myśl.
Pierwszy odezwał się pop:
— Przyszedłem wyrazić wam wdzięczność, Włodzimierzu Iljiczu! Wdzięczność ze szczerego serca, znającego miłość i noszącego w sobie zrozumienie głębokie.
To powiedziawszy, nagłym ruchem uklęknął i pochylił się nisko, czołem dotykając podłogi.
— Wdzięczność dla mnie? — wybuchnął śmiechem Lenin. — My waszych biskupów, popów i mnichów — darmozjadów przetrzebiliśmy i na cztery wiatry rozpędziliśmy. Cha! Cha! Koniec z tem! Amen! Wstańcie z kolan, jam nie ikona...!
Wissarjon Czerniawin wstał, uśmiechnął się chytrze i szepnął:
— Oj, nie koniec! Oj, nie koniec! Początek dopiero... Za to właśnie wdzięczność chciałem ci złożyć, pokłon do samej ziemi... — szepnął.
— Bredzisz, przyjacielu! — machnął ręką Lenin.
— Myślisz, że zabiłeś wiarę? — począł szeptać pop. — E-e, nie! Zburzyłeś kościół grecki, który był, niby płaz, po ziemi pełzający, nie mający skrzydeł orlich, aby się wzbić do górnego lotu. Tak, jak mówi nasz Maksym Gorkij: „Zrodzony, aby się czołgać, — szybować nie może!“ Ty zrozumiałeś pohańbienie i poniżenie wiary prawdziwej i zmusiłeś ją do życia od początku: od apostołów Chrystusowych, od zebrań tajemnych, męczeństwa i świeczników pierwszych chrześcijan! Wyzwoliłeś wiarę gorącą, niezłomną z więzów kościoła służalczego. Za to wdzięczność ci przynoszę od siebie i trzódki swej wiernej!
Lenin zbladł i próżno silił się wyrzec coś ustami drżącemi.
Pop, nie spostrzegając wzruszenia jego, mówił dalej:
— Myślisz, że chłopa przerobiłeś na tych, co w stadzie chodzą pokorni, jako niemowy od urodzenia? E-e, nie! Oni zrozumieli wszystko, wszystko! Wiedzą, jak trawa rośnie, słyszą, co rzeka szemrze! Porozumiewają się teraz rozważnie, ostrożnie, podejrzliwie, bez pośpiechu siły skupiają...

26*