Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/459

Ta strona została uwierzytelniona.
405
LENIN


— Czyżby wysiłek mój poto był, aby doprowadzić lud do przeciwnego bieguna? Byłoby to szyderstwem losu... przekleństwem najstraszniejszem... Jakżeż ciężkie zwątpienia rzucił do duszy mojej ten pop szalony! Nie! Nigdy!
Zadzwonił trzy razy, gwałtownie, niecierpliwie.
Wbiegł sekretarz.
— Piszcie, towarzyszu! — gorączkowym, chrapliwym głosem zawołał Lenin. — W Moskwie przebywa pop Wissarjon Czerniawin. Schwytać i rozstrzelać... dziś jeszcze!...