Strona:F. A. Ossendowski - Lenin.djvu/68

Ta strona została uwierzytelniona.
38
F. ANTONI OSSENDOWSKI


Gruby, bezbarwny Kolka Szyłow wyśmiewał ojca swego, proboszcza katedralnego i prokuratora sądu konsystorskiego, wspominając o tem, jak drogo płacą bogaci panowie, żądający rozwodu, i jak poważny, szanowany w mieście i noszący złotą mitrę podczas nabożeństwa kapłan zamyka się z klientami w swojej kancelarji; układa z nimi plan sztucznych dowodów zdrady i cudzołóstwa, oraz innych „bezecnych świństw“, jak się wyrażał cyniczny synalek.
Każdego niemal namacał, dotknął, zbadał ponury Wołodzia i dopiero wtedy zaczął opowiadać im o życiu wieśniaków, strasznem, beznadziejnem i mrocznem. Wspominał o Darji Ugarowej, o złowróżbnej przepowiedni młodego popa, o śmierci Naśćki, o żebraku Ksenofoncie, o nędznych, śmiesznych sochach chłopskich, gdzie, zamiast żelaznego lemiesza, tkwił wygięty korzeń dębowy; opisywał rozpustę, panującą na wsi, praktyki znachorek, ciemnotę ludu i jego niewyraźne, mgliste nadzieje.
— Straszne to życie! — szeptał chłopak. — Tylko patrzeć jak powstaną chłopi, niech tylko znajdzie się jakiś nowy Pugaczew czy Razin. Pohulają oni wtedy!
— E—e, nie taki straszny djabeł, jak go malują! — machnąwszy ręką, zawołał syn pułkownika. — Mój ojciec pchnie swoich żołnierzy. Ci dadzą salwę, trrrach! i — po wszystkiem! Tym zwierzętom tylko to się należy!
Inni się zaśmiali, podtrzymując kolegę.
Od tego dnia Uljanow przestał rozmawiać z kolegami.
Cały oddał się nauce i czytaniu. Robił jakieś wyciągi, zapisując je w grubym kajecie i dodając własne uwagi. Brat Aleksander przypadkiem przejrzał kajet Wołodzi. Nic o tem nie powiedział, lecz zaczął mu dawać książki do czytania.
Wołodzia uczył się dobrze i wciąż zaczytywał się klasykami rzymskimi. W czwartej klasie już prawie nie posługiwał się słownikiem.
Nauczycieli nie lubił, bo i nie było zaco.
Kapelan głuchy i sepleniący „walił“ z książki, oczu od niej nie odrywając. Żądał, aby uczniowie umieli wszystko napamięć, słowo w słowo tak, jak stało w „pana profe-