Strona:F. A. Ossendowski - Okręty zbłąkane.djvu/202

Ta strona została uwierzytelniona.
Rozdział XII.
ŁOWCA DUSZ LUDZKICH.

Pitt Hardful już od dwóch tygodni pracował w swej zamiejskiej willi. Starał się nie wspominać dni, spędzonych w Saint-Jean-de-Luz, wszystko zdusił w swem sercu, cały pogrążył się w zawiłych sprawach „Północnego Złota“, jak ostatecznie nazwał organizowane przez siebie przedsiębiorstwo.
Tłumy ludzi przesuwały się przez parter willi, gdzie się mieściło biuro kapitana i gdzie w pocie czoła pracowało kilkunastu urzędników.
Prasa całego świata roztrząsała widoki przyszłej kampanji przemysłowej niezwykłego przedsiębiorstwa, a żadne pismo nie podawało już w wątpliwość ogromnych możliwości finansowych i ekonomicznych, żadne już nie posądzało „nadmiernie pomysłowego i rzutkiego północnego szypra“ o blagę, złą wolę lub spekulację. Komisja, złożona z najlepszych rzeczoznawców, uczonych i ekspertów rządowych, po powrocie z Tajmyru wydała entuzjastyczną i bardzo zachęcającą opinję o niewyczerpanem bogactwie złotonośnych złoży północy. Pisma, które niedawno jeszcze dość ironicznie odzywały się o „Północnem Złocie“ i umieszczały karykatury jego twórcy, teraz pisały pochwalne artykuły, zwiększając rzesze pragnących dostać się na niegościnny brzeg półwyspu Tajmyrskiego i wyzywając niezdrowy ażiotaż, przeciwko któremu Pitt zmuszony był wystąpić z całą stanowczością, co jeszcze bardziej podniosło go w niezależnej opinji społecznej.
Praca porwała kapitana całkowicie, niepodzielnie, tak, że chwilami czuł się zupełnie szczęśliwym. Surową