Strona:F. A. Ossendowski - Tajemnica płonącego samolotu.djvu/55

Ta strona została skorygowana.

— Ehej, Enriko Kastellar! — rozległ się wesoły okrzyk i trzech młodych ludzi wypadło z kawiarni. — Chodź do nas, znaleźliśmy wspaniałą knajpę. Takiej „mansanilli“ nie będziesz pił nigdzie w całym Madrycie. Kulawy Pueblo wykopał jemu tylko znane źródło tego szlachetnego trunku! Chodźże!
— Poczekajcie na mnie! Najpóźniej za pół godziny przyjdę do was i — albo poczęstuję was lampką „mansanilli“, albo postawię odrazu dwie flaszki!... — odpowiedział mulat i, machnąwszy kapeluszem, szybko poszedł ku wylotowi calle de Alcala.
Zatrzymał się koło teatru de la Zarzuela i z ciekawością spoglądał na starą kamienicę, upstrzoną plamami opadającego tynku. Nad oknami pierwszego piętra wisiał szyld: „Ronda“ — miesięcznik literacki.
Przeżegnał się i wbiegł na schody.
Stary, brodaty woźny otworzył mu drzwi.
— Czy mogę widzieć redaktora? — zapytał Enriko.
— Proszę o bilet wizytowy — odparł służący.
Po chwili mulat wchodził do gabinetu redaktora „Rondy“. Enriko pomyślał, że trafił do składu stołów i makulatury. W obszernym pokoju półciemnym, bo mętne, nigdy niemyte okna nie przepuszczały światła, stało kilka stołów, zawalonych drukowaną bibułą, zeszytami i dużemi ryzami papieru. Przy najdalszym stole, z poza stosu książek, wyglądała podłużna, łysa czaszka, otoczona kłębami dymu, niby nagi, kopulasty szczyt wulkanu.
Na ścianach, oklejonych brudnemi tapetami, wisiały zakopcone i poplamione plakaty: „Nie zabieraj czasu rozmową!“ „Załatw swoją sprawę i — żegnaj“! „Czas to pieniądz“. „Życie krótkie, a pracy — dużo“...
Mulat odczytywał te przestrogi i sentencje, czekając na to, co uczyni właściciel łysej czaszki.