Strona:F. A. Ossendowski - Wśród czarnych.djvu/229

Ta strona została uwierzytelniona.
NA HIPOPOTAMY!

Nareszcie!
Dawno marzyłem o polowaniu na hipopotamy, na te „krowy wodne“, jak je nazywali starożytni podróżnicy.
Już kilkakrotnie byłem blisko tych potwornych mieszkańców rzek afrykańskich, gdzie one znikają coraz bardziej, w miarę tego, jak zwiększa się handlowy ruch statków i łodzi, a na brzegach rzek powstają nowe osiedla ludzkie.
Spotkałem hipopotamy w północnym Sudanie, w zagłębiach wysychającej w lecie rzeki Bauflé; w Wysokiej Wolcie widziałem liczne ślady, wyciśnięte na błotnistych brzegach rzek, a w ich liczbie — Czarnej Wolty.
Strzelać jednak do tych olbrzymów dotąd się nie udawało. Dopiero teraz tu, w błogosławionej przez św. Huberta, patrona myślistwa, ziemi wybrzeża Kości Słoniowej ta sposobność się nadarzyła, i to — aż dwa razy!
Pod przewodnictwem naszego czarnego strzelca, przemiłego Konana, wyruszyliśmy wczoraj przed wschodem słońca z naszego obozowiska ku brzegom rzeki Bandama.