Strona:F. A. Ossendowski - W polskiej dżungli.djvu/194

Ta strona została uwierzytelniona.

nie są tak szkodliwi, jak ci, co zastawiają sidła, pułapki, i różne żelaza, a tych to właśnie najtrudniej pochwycić na gorącym uczynku! My — leśnicy ochraniamy nietylko przyrodę w postaci lasów, zwierząt i ptaków, ale i majątek naszego państwa. Polska może posiadać taką obfitość zwierzyny, że powinna ciągnąć duże zyski z handlu tym artykułem, wywożąc go na rynki zagraniczne. Z drugiej strony możemy pociągnąć tu cudzoziemskich sportowców, którzy drogo płacić będą za prawo polowania podczas toków głuszców i cietrzewi, rykowiska jeleni i kozłów, ciągów słonek, przelotów kaczek, w zimie również — gdy się poluje na wilki, lisy, rysie i zające. Mogłoby to poza dochodem dla skarbu, mieć znaczenie głębsze. Cudzoziemcy poznaliby i pokochali Polskę, jej lud i przyrodę. Można snuć podobne myśli jeszcze dalej! Turystyka zwykła i sportowa spowodowałaby ulepszenie istniejących i budowę nowych szos, ustalenie linji komunikacji wodnej i lotniczej, ożywiłaby ruch kolejeowy i, co najważniejsze, — wzbogaciłaby ludność, dając jej możność zarobkowania!
Rozmawiając, powracali do leśniczówki, skąd dobiegało już hukanie chłopaków i nawoływanie pani Wandy, zaniepokojonej, że śniadanie wystygnie i wszystkie jej starania pójdą na marne.
Po posiłku całem towarzystwem ruszyli do lasu.
Pani Garzycka i Marynia niosły koszyki, Jurek uzbroił się w aparaty, Stach miał za plecami karabinek. Tylko pan Antoni i Olek szli bez żadnego bagażu.
Pani Wanda co chwila pochylała się ku ziemi lub dotykała pni i gałęzi drzew, robiąc swoje uwagi.

— Co tu tych chrobotków się pojawiło! — mówiła do syna, wskazując na szare, suche porosty, okrywające ziemię. — Przez tę skorupę żadne runo[1] się nie przebije!

  1. Trawa i zioła, rosnące na glebie leśnej.