Strona:F. Antoni Ossendowski - Gasnące ognie.djvu/84

Ta strona została skorygowana.
62
GASNĄCE OGNIE

— Otwierają i zamykają bazylikę, baczą, aby nic z niej nie wynoszono, w wypadku zamieszek sprowadzają policję... — brzmi odpowiedź.
I to teraz?
Teraz, gdy w Stambule już niema sułtana, a Turcja pozostała na mapie geograficznej, zawdzięczając jedynie sporom politycznym i kombinacjom zwycięskich aljantów?!
Zatrzymuję jakiegoś mnicha greckiego i wypytuję go o tych Jude i Nussebe.
Mnich okazał się Rosjaninem.
Opowiedział mi, że posiadacze kluczy od Grobu Chrystusowego pobierają znaczny haracz od administracji bazyliki, a słudzy, którzy grają w warcaby, piją kawę i czytają dzienniki (parę lat temu palili nawet nargile!) chodzą w południe na obiad i drzemkę, zamykając świątynię na dwie godziny.
Spojrzałem na natrętnego Araba, włóczącego się za mną, i czułem, że gdyby powtórzył był w tej chwili sakramentalny frazes o „status quo“, wywlókłbym go z tego przedsionka, gdzie zawładnęło mną wielkie rozgoryczenie, rozpacz niemal.
Arab stał jednak przede mną w głębokiem milczeniu i patrzył w inną stronę.
Dałem mu pięć piastrów i skinąłem ręką na pożegnanie.
Odszedł i usiadł na łożu kluczników i dozorców Grobu Zbawiciela.
Okrążyłem mur i znalazłem się we wnętrzu świątyni.
Okrągła, olbrzymia nawa, oparta na wysokich, ciężkich kolumnach, przytłoczyła mnie.
Potwornie grube, pozostałe jeszcze częściowo z czasów Konstantyna mury, obdrapane, porysowane, okryte napisami i zniszczone, kryją w sobie małe, niskie, żelazne drzwiczki, prowadzące do jakichś ciemnych zakamarków.
Nie rozumiem, w jaki sposób mogą w wielkim tygodniu przez kilka dni zrzędu przebywać w tej świątyni tłumy pobożnych. Wiem, że pielgrzymi przynoszą tu ze sobą posiłek i napój, lecz jak mogą oni pozostawać po sześćdziesiąt i więcej godzin, nie mając możliwości wyjść z zatłoczonej po brzegi bazyliki?
O tem, co się dzieje w tem miejscu świętem podczas wielkiego napływu ludzi, kursują okropne, zgrozą przejmujące