Strona:F. Antoni Ossendowski - Ogień wykrzesany.djvu/163

Ta strona została przepisana.

Po przeczytaniu przesłanego do druku — feljetonu Nessera, zaopatrzonego w „entrefilet“ redaktorskie, — Chalupe osłupiał narazie, a po chwili wpadł do gabinetu Rumeura, jak bomba.
— Ależ gracz z pana, szefie! — wołał. — Tak wykręcić kota ogonem? Ho — ho! Niema co mówić posiadasz pan więcej sprytu w tej „bosej“ łepetynie, niż przypuszczałem! Ta historja o wojnie będzie miała dla „Hałasu“ duże moralne znaczenie, — przekona się redaktor!
Stary wyga znał czytający tłum, również jak bezgraniczną amoralność i hipokryzję prasy. Wszystkie pisma zwróciły istotnie uwagę na „Mistykę wojny“ i częściowo lub całkowicie przedrukowały ją. Artykuł Nessera uległ naturalnie przedziwnej metamorfozie.
Prasa zużyła gorzkie i trwożne myśli Nessera na propagandę wojny, na otumanienie umysłów, na rzucanie w ogień bitew wahających się młodzieńców i osłupiałych przed straszną klęską ludzi dojrzałych, na wzniesienie w sercach kobiet żądzy ofiarności.
Podobnie, jak chciwa na złoto Szwecja, mimowoli cisnęła w burzący wir wojny tysiące nowych ofiar, tak też i feljeton Nessera stał się głosem, żądającym śmierci nieznanych mu, kolejnych ofiar. Oskarżenie, rzucone niegdyś przez dziennikarza całemu społeczeństwu, powróciło doń, niby piłka, odbita od muru.
Prasa wszystkich odcieni i obozów — do klerykalnej włącznie — z wielkiem uznaniem omawiała patrjotyczny ton „Hałasu Ulicy“. Pan Benjamin Rumeur miał więc słuszny powód, aby nosić się, jak paw, a w swej drobnej, plugawej duszyczce czuć rosnącą wdzięczność dla Nessera.