Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/124

Ta strona została przepisana.

pierwszego roku wojny plan ten wykonywany jest zupełnie pomyślnie! Jednak, czyż mamy polemizować o małych rzeczach? Chcieliśmy rozstrzygnąć poważne kwestje, zasadnicze... Może zaniechamy zamiaru i opuścimy ten gościnny dom?
— Mamy czas! — mruknął Hans. — Mnie się nie śpieszy teraz.
— Gotów jestem poświęcić godzinę tak zajmującej rozmowie z panem, panie von Essen. Bardzo proszę — słucham! — rzekł z uprzejmym ukłonem Anglik.
— Jestem dziś zwyciężony, a więc zamierzam najpierw wysłuchać pana, — odparł oficer. — Tak będzie lepiej.
Well! Zaczynam więc... — powiedział Joe, zaciągając się dymem fajki. — Czy nie dopatruje się pan prawa natury w tem, że pewne rośliny prosperują na gołych kamieniach, żłobiąc je kwasami korzeni, i giną, gdy zostają przesadzone do ziemi bogatej w pokarm?
— Z pewnością! — potwierdził Hans.
— Inne prawo istnieje dla drzewa, potrzebującego obfitego pokarmu i wilgoci, a rozrzucającego wszerz i w głąb potężną sieć korzeni. Takie drzewo konarami i koroną swoją pokrywa znaczną przestrzeń ziemi. Nieprawdaż?
Hans w milczeniu skinął głową.
— Mała, okiem niewidzialna bakterja żyje w ciele innego drobnoustroja i dobrze jej z tem. Lew i tygrys szerzą zniszczenie dokoła, bo potrzebują dla życia dużo mięsa.
To powiedziawszy, Leyston pytająco spojrzał na oficera.
— Wszystko w porządku... tymczasem, — odezwał się Hans.
— Hindus, Chińczyk, Zulus, jak rośliny skalne, lub bakterje, do których, zresztą, liczebnie a nawet sposobem tworzenia ognisk zaludnienia są podobni, — snuł dalej swą myśl Joe, — posiadają małe wymagania życiowe; człowiek zaś, urodzony na wyspach Wielkiej Brytanji, jak rozrosłe drzewo, lub lew, mają prawo do żądań wygórowanych. Prawo natury, rozciągające się na wszelkie żyjące istoty.