Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/257

Ta strona została przepisana.

długi czas. Niech wynajdą hasło porywające! My podatni jesteśmy na hasła...
— Jakież hasło? — zapytał Małachowski. — Hasła ogniste już przebrzmiały?...
— Jest jedno... nie wiem tylko, w jaką formę je ująć, aby porwało... — rzekł profesor. — Ustalenie idealnego przedstawicielstwa, poszukiwanie i obranie takich posłów, którzy mogą i umieją pracować dla kraju, a nietylko gardłować za przewódcami swymi i otrzymywać pensję. Niech zagaśnie pęd do ambicji poselskiej, a na pierwszy plan wystąpi przekonanie o zdolności osobistej do pracy wydajnej, umiejętnej i sumiennej. Wiem, że do tego dojdzie. Wierzę w Polskę!
— Wierzę w Polskę! — jak echo powtórzył Małachowski. — Wierzę dlatego, że wyszedłem z szeregu tych, którzy działali z pełnem zrozumieniem wielkiej zmiany, która powstała na całym świecie. Pierwsze strzały roku 1914-go zwiastowały koniec przeżytej ery! Już dawni bogowie runęli w proch, stare hasła nikogo nie porywają! Jeszcze brzmią, bo ci, którzy je przez szereg lat powtarzali, z tępym uporem zamykają teraz oczy na nowe życie i bełkocą siwe bajdy wśród zamkowych rumowisk na piasku! Nowi ludzie porwani zostali zapałem do pracy, za którą są gotowi wziąć na siebie całą odpowiedzialność, i tem wybijają się ponad szarą, płynną hałastrę tchórzliwych kretynów, umiejących krzyczeć, urągać, drwić, a drżących przed odpowiedzialnością za każdy śmiały czyn. Nowi ludzie już przyszli, a gdy ich będzie więcej, wszystko się zmieni! Wierzę w Polskę!
Uścisnęli sobie ręce i rozstali się.


ROZDZIAŁ XX.

Nadbrzeżem szli, kierując się w stronę parku, Henryk ze swoim nauczycielem. Manon, troską przejęta o wychowanie syna, nie oddawała chłopca do szkół. Uczył się w domu, egzaminy składał w liceum przy końcu roku szkolnego.