Strona:F. Antoni Ossendowski - Pięć minut do północy.djvu/60

Ta strona została przepisana.

— Do widzenia, panno Manon! — krzyknął Hans, rzucając na dziewczynę gorące wejrzenie niebieskich oczu.
Joe nie spojrzał na Manon. Pochylony biegł wolno, wprawnemi ruchami wyrzucając muskularne, wytrenowane nogi. Poza biegiem i zwycięstwem nic już nie istniało dla Anglika. Umiał włożyć całą wolę, wszystkie siły i namiętności, niemal całe życie w dokonywaną chwilowo czynność.
Startujący szybko się oddalali, witani okrzykami widzów. Wkrótce zniknęli w bramie parku, skąd rozległy się nowe powitania tłumu.
Manon leniwym krokiem powracała do domu.
Szla zamyślona.
W dzieciństwie podobał się jej Hans, lecz później zraziła ją jego zaciętość i wybuchowa wrogość. Teraz podobał się znowu. Widziała przed sobą niebieskie, rozpromienione na jej widok radością oczy, pełną zachwytu i podziwu twarz, słyszała serdeczny okrzyk pożegnalny, którym rozpoczął ciężki bieg.
— Poza pragnieniem zwycięstwa jeszcze ja istniałam dla niego... Hans posiada gorące, umiejące czuć serce! — myślała z rozrzewnieniem. — A Joe — to maszyna, automat, działający i czujący serjami...


ROZDZIAŁ V.

Po skończonych widowiskach sportowych, za któremi szalała cała międzynarodowa w te dni Genewa, trzech wytwornych młodzieńców weszło do hallu hotelu des Bergues.
Na spotkanie ich podniosła się Manon Chevalier, przeglądająca pisma ilustrowane.
— Bardzo się cieszę, że widzę panów! — zawołała, wyciągając do nich ręce. — Rodzice wkrótce zejdą na dół, my zaś możemy sobie tymczasem porozmawiać.
— Będziemy prosili, żeby pani nam o sobie opowiedziała — rzekł Borys, patrząc na piękną dziewczynę zamglonemi oczami. — My chyba nie dużo mamy do powiedzenia o sobie? Porwało już nas życie, codzienne