Strona:F. H. Burnett - Mała księżniczka.djvu/102

Ta strona została skorygowana.

— Ona jest prawie tak wielka, jak Lottie — szepnęła jedna z nich.
Lottie klasnęła w ręce i poczęła tańczyć z uciechy.
— Ubrana jak do teatru — zauważyła Lawinja. — Ma palto obramowane gronostajem.
— O! — zawołała Ermengarda, wyskakując naprzód. — Ona trzyma w ręce lornetkę... niebieską i wyzłacaną.
— A oto jej walizka — rzekła Sara. — Otwórzmy ją i zobaczmy, co zawiera.
Usiadła na podłodze i przekręciła klucz. Dzieci z hałasem skupiły się koło niej, przypatrując się z zachwytem, jak podnosiła jedno wieczko za drugiem i odsłaniała zawartość walizki. Były tam koronkowe kołnierzyki, jedwabne pończoszki i chusteczki; było pudełko z klejnotami, zawierające naszyjnik oraz przepaskę na włosy, która błyszczała tak pięknie, jakby w nią wprawiono prawdziwe diamenty; były sukienki balowe, spacerowe, wieczorowe i wizytowe, kapelusze i wachlarze; był zarękawek i długi kołnierz fokowy. Nawet Lawinja i Jessie zapomniały, że już wyrosły z tych lat, kiedy bawiły się lalkami, i raz po raz porywały do obejrzenia to jedną, to drugą rzecz, wydając przytem okrzyki zachwytu.
— Wyobraźmy sobie — odezwała się Sara, stojąc przy stole i wdziewając wielki, aksamitny kapelusz na