Strona:F. H. Burnett - Mała księżniczka.djvu/109

Ta strona została skorygowana.

— Ach, to okropne! — odezwała się. — Ona w tej chwili siedzi w mym salonie, ubrana w jedwabną sukienkę i koronkowe spódniczki, i na mój koszt wyprawia przyjęcie koleżankom!
— Jeżeli sprawia przyjęcie, to tylko na koszt pani! — odpowiedział chłodno p. Barrow. — Firma Barrow i Skipworth nie przyjmuje za to odpowiedzialności. Kapitan Crewe nie uregulował nawet naszego rachunku... dosięgającego olbrzymiej sumy.
Miss Minchin odwróciła się od drzwi, kipiąc wzrastającem oburzeniem. Rzeczy tak straszne, jak te, których teraz dowiadywać się musiała, nigdy nie przychodziły jej na myśl — nawet we śnie.
— Oto, co mnie spotkało! — zawołała. — Ja tak zawsze byłam pewna jego wypłacalności, że brałam na siebie najróżnorodniejsze wydatki dla tego dziecka. To ja płaciłam rachunki za tę kosztowną lalkę i jej fantastyczną garderobę!... To dziecko musiało mieć wszystko, czego mu tylko się zachciało. Miała własny powozik, kucyka, pokojówkę, a za to wszystko ja płaciłam, od czasu, gdy mi przysłano czek ostatni...
Pan Barrow, zdawszy relację z suchych faktów i wyjaśniwszy stanowisko swej firmy, nie miał już ochoty pozostawać dłużej i słuchać utyskiwań miss Minchin, zwłaszcza, że nie żywił szczególnej sympatji do nadąsanych właścicielek internatów. Zauważył przeto: