Strona:F. H. Burnett - Mała księżniczka.djvu/162

Ta strona została skorygowana.

— Becky! — zawołała Ermengarda, uniesiona zachwytem.
— Tak jest — odparła Sara. — Słuchaj! Dwukrotne stukanie oznaczało: „Więźniu, czy jesteś w celi?“
To rzekłszy, zastukała w ścianę trzykrotnie jakby, w odpowiedzi.
— To oznacza: „Tak, jestem w celi i wszystko w porządku“...
Z tamtej strony ściany odpowiedziało czterokrotne stuknięcie.
— A to oznacza: „Więc, towarzyszu niedoli, będziemy spali spokojnie. Dobranoc“.
Ermengarda aż promieniała z zachwytu.
— Ach, Saro! — szepnęła. — To brzmi, jak bajka.
— Bo też jest to bajka — odpowiedziała Sara. — Wszystko jest bajką... i ty... i ja... i miss Minchin.
Usiadła znowu na ziemi i gwarzyły z sobą tak długo, aż Ermengarda zapomniała, że jest niejako zbiegiem z więzienia, i dopiero na rozkaz Sary uświadomiła sobie, że nie może przez noc całą siedzieć w Bastylji, lecz powinna wymknąć się cichaczem na dół i wślizgnąć się zpowrotem do opuszczonego łóżka.