Strona:Ferdynand Ossendowski - Czao-Ra.djvu/77

Ta strona została uwierzytelniona.
V.  DALEKA WYPRAWA ŁOWIECKA

Minęło już dwa miesiące od chwili, gdy Marusz po raz ostatni rzucił spojrzenie na swoją, porzuconą na długo chatkę.
Dwa miesiące mrozów ostrych, szalejących śnieżyc i wichrów, pracy ciężkiej, nieprzerwanej i długich marszów po głębokim śniegu przez gęste, zwikłane krzaki, siekące boleśnie nagiemi prętami, przez stłoczone zarośla młodych jodeł i cedrów.
Pewnego wieczora Marusz siedział przy ognisku. Spożył już dwie wiewiórki, które po zdarciu skóry, upiekł na rożnie. Smakowały mu, bo istotnie wiewiórki posiadają bardzo dobre, białe mięso.
Pociągał z kubka gorącą herbatę, pykał fajeczkę i spoglądał na Czao-Ra.
Objedzona leżała przy ognisku i wzdychała.
Może, z powodu tego, że brzuch miała zbytnio nabity mięsem zająca, a może była bardzo spracowana po całodziennem myszkowaniu i tropieniu w lesie.
Marusz zadumał się głęboko.