Strona:Głodne kamienie.djvu/70

Ta strona została uwierzytelniona.

— To niedość energiczne. Na to się musi mocno chlasnąć, nieprawdaż?
Z całą uprzejmością podjęli się zredagowania artykuliku. Ostateczne jego brzmienie było następujące:
— Jeżeli ktoś, połączony z nami związkami krwi, przechodzi na stronę naszych nieprzyjaciół, staje się dla nas znacznie niebezpieczniejszym od każdego cudzoziemca. Pyszałkowaci Anglo-Indusi są dla rządu Indyj wrogami znacznie gorszymi, niż Rosjanie, a nawet Afganowie; stają oni zawsze jako niemożliwa do usunięcia zapora między rządem a narodem i uniemożliwiają wszelkie zadzierżgnięcie się jakichkolwiek węzłów przyjaznych między obu stronami. Kongres jest tą instytucją, która zbudowała szeroki gościniec, wiodący do lepszego porozumienia między rządem a poddanymi, jednakże dzienniki anglo-induskie rozkrzewiły się jak chwasty cierniste przez całą szerokość tej drogi itd. itd.
Nabendu w duchu obawiał się, że ten artykuł sprowadzi na niego nieszczęście, z drugiej strony jednak uczuł się wbity w dumę znakomitym stylem, który uważał za swój własny. Odpowiedź ta została na odpowiedniem miejscu wydrukowana, poczem zaczęły się w najbliższych dniach pojawiać w różnych dziennikach uwagi, odpowiedzi i ataki, aż wreszcie zagrzmiały trąby, obwieszczające światu fakt, iż Nabendu stał się członkiem Kongresu i jaką sumę na jego cele podpisał.