Strona:G. K. Chesterton - Charles Dickens.djvu/131

Ta strona została przepisana.

ckensa jako pomysł bardzo nieokreślony jeszcze przed ukazaniem się „Sklepu starożytności“. Lecz wzrastał i rozwijał się przez czas całego następnego okresu w sposób dotkliwy i stały, w jaki zwykle wzrastały i rozwijały się w nim myśli. Dickens do pewnego stopnia nie poddawał się projektowi, a miał wiele przyczyn po temu. W tym czasie był już nietylko mężem, ale i ojcem i to ojcem kilkorga dzieci, których same istnienie było przeszkodą dla projektu podróży. Żona, jak mówił, płakała przy każdej wzmiance o jego planach. Lecz Dickens nie mógł nigdy zdobyć się na porzucenie projektu. Miał on ten gatunek niespokojnego, nerwowego optymizmu, który jest zawsze skłonny powiedzieć „tak“ a popada w rozpaczliwe zwątpienie jeśli powie kiedykolwiek „nie“. Pomysł zobaczenia Ameryki mógł być niezbyt pociągający, lecz myśl nie zobaczenia Ameryki była nieznośną. „Opuszczenie takiej sposobności byłoby bardzo smutnem“, powiada, „Jeśli Bóg pozwoli, myślę że trzeba to będzie jakoś doprowadzić do skutku“. I jakoś się to dało do skutku doprowadzić. Początkowo chciał zabrać ze sobą dzieci i żonę. Okoliczności, które nie dały się usunąć, stanęły temu na przeszkodzie, lecz nie udaremniły projektu Dickensa. Rozchorował się ciężko, lecz i to jego projektu nie unicestwiło, popłynął do Ameryki w 1842 roku.
Wysiadł na brzeg — i Ameryka podobała mu się. John Forster mówi słusznie, że należy się Di-