Strona:Gabriela Zapolska-Panna Maliczewska.djvu/036

Ta strona została uwierzytelniona.
STEFKA.

To Osterlo — ta z chórów dostała dziś taką rolę. My bardzo się naradzały, co to. Żadna nie wiedziała. Ty mi napisz na kartce co to — to ja im powiem. Dobrze? Ja ci dam cukierków. Ta Osterlo ma szczęście. Ona mówiła, że to przez to, że ona ma proste nogi do trykot, to jej dali. Ale to nieprawda, bo ja mam jeszcze prościejsze... Tylko ona ma kochanka, co jest z dyrektorem na ty i przez to ma protegę. Ah, psia kość słoniowa, żeby mi znaleźć kogo, co by był z dyrektorem na ty!

(przewala się po stole).

Żeby mi to znaleźć!

EDEK.

Uważaj co robisz!

STEFKA (leży na stole).

Żeby mi jedną rolę dali, to by się przekonali że mam talent... żeby jedną rolę...

(podnosi nogę, patrzy z uwagą na bucik).

O!... Byłabym wtedy bogata! Co dzień bym piła kawę, jeździła na gumach i tobie bym dała dużo monety — pedam ci byłoby no!

(ogląda bucik)

A to... a to...

(nagle)

Masz tekturę?

(zrywa się na środek sceny).