Strona:Gabriela Zapolska - One.djvu/261

Ta strona została skorygowana.

Zwykła kolej rzeczy.
A przecież doznałem wielkiego bólu, widząc, że mi wydzierano skarb, który przywykłem uważać za swoją własność. Wychowałem ją dla siebie, ucząc obowiązków miłości bliźniego, nauk przyrodniczych i wielu innych pięknych rzeczy.
Spóźniłem się tylko z nauką miłości.
Pan Leon mnie uprzedził, a że uczył z większem powodzeniem, powiedziało mi to jej uszko, oblane w tej chwili gorącą purpurą i ozdobione blaskiem brylantu.
Smutno mi!
Na mej piersi spoczywa jej główka, złocąc się w promieniach letniego poranka. Tuż przy ustach moich mam drobną, różową muszelkę, w którą przelewałem duszę moją, a teraz pragnąłem miłość przelać. Muszelka ta różowa, delikatna mieni się siatką purpurowych żyłek...
Jej uszko!... mój Boże! jej uszko!...


⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ 
⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄ ⧄