Strona:Gabriela Zapolska - Zofja M.djvu/10

Ta strona została skorygowana.

na świecie. Pan Winklewski mimowoli powrócił do dawnych pragnień i marzeń. Razem z wiosennem słońcem stanęła przed jego wyobraźnią istota zbiorowa — pełna ponęty, słodyczy i czaru.
Kobieta.
O niej myślał ciągle, podając listy przez okienko klatki. Przyszło już kilka kobiet, z tych jedna pensjonarka o długim, jasnym warkoczu. Gdy odchodziła od kratki, pan Winklewski wpatrzył się w tę jasną kosę, zakończoną wązką lila wstążeczką. Dziewczynka szła szybko, czytając po drodze mały liścik różowy, z dużą piwonją na środku arkusika. Czytała i potykała się po nierównej podłodze. Gdy zniknęła we drzwiach, pan Winklewski usiadł smutny i zgnębiony. Dziś — więcej niż kiedykolwiek — miał ochotę napisać list, albo list podobny odebrać...
Nagle pomiędzy dwoma żydami, którzy przyszli z pakietami rekomendowanych handlowych listów, zajaśniał jakiś piaskowego koloru żakiecik i zjawiły się na kastorowym kapelusiku dwa szare ptaszki.
Jakaś młoda kobieta weszła do izby pocztowej i stała na progu wahająca się i niepewna.
Widocznem było, iż przyszła po raz pierwszy i nie wiedziała dokąd się udać, a pytać nie śmiała.
Stała w strudze złota cała, jasna od pokręconych popielatych włosów, które pod kapeluszem wiły się, spadając na kark