Strona:Gabriela Zapolska - Zofja M.djvu/27

Ta strona została skorygowana.

Winklewskiego, otworzyła kopertę. Wyjęła z niej ćwiartkę papieru, na której widniało zaledwie kilka wierszy. Machinalnie odwróciła się i czytając, iść ku drzwiom zaczęła. Nagle zachwiała się i cofnęła w tył. Ręką zasłoniła się, jakby od jakiegoś niewidzialnego ciosu. Winklewski rzucił się do kratek, pragnąc wydostać się i przyjść jej z pomocą, lecz ona już wyprostowała się i wyszła z izby, zatrzaskując drzwi za sobą.
W okienku stał teraz uczeń i pytał o list, znaczony literami X. S. C. Z. D. W. i z N-rem 8392753. Pan Winklewski musiał zacząć szukać podobnego lista i znalazł go wreszcie na błękitnym papierze, z całem stadem jaskółek w rogu koperty.
Rzucił go zdziwionemu chłopcu i usiadł na krześle zrozpaczony i zgnębiony.
Ten list, który ją tak zgnębił, musiał być zerwaniem. Cóż więc teraz? ona przestanie przychodzić na pocztę i pan Winklewski straci możność nietylko widywania jej, lecz dowiedzenia się, kim jest ta kobieta. Dopiero teraz bowiem przyszło mu na myśl, że mógł kazać posłańcowi iść za nią, gdy wychodziła z biura i dowiedzieć się prawdy.
Lecz teraz już było zapóźno.
Prawdopodobnie — ona nigdy nie przyjdzie.


∗                    ∗

Przyszła jednakże w dni kilka i znów stanęła u kratki, pytając cichym głosem: