Strona:Gabrjela Zapolska-I Sfinks przemówi.djvu/89

Ta strona została przepisana.
„Bartel Turaser“, dramat w 3 aktach przez Langmana.

Na scenie było szaro, ciemnawo, smutno. Atmosfera ta, która panuje w suterenach, w piwnicznych norach, tam, gdzie gnieżdżą się pająki, szczury i klasa robocza. Nędza i smutek, smutek i nędza. — W dodatku — choroba. Praca, strejk, głód — i znów praca beznadziejna, bez polepszenia, bez odpoczynku, bez zadowolnia, że się ma coś „swego“, że się nad tem „swojem“ pracuje i dla swoich to „swoje“ zostawi. — Ot — cała masa, cały legjon, cała kohorta pająków, przędząca siatkę, z której utkają ciepłą, dostatnią odzież dla jednego muchołowa. Ku tym — pająkom, wycieńczonym od snucia nici z własnego ciała — rzucają szkielety much do ogryzienia. A na tych szkieletach tak mało cząstek pożywnych, że pająki­‑robotnicy wyschły już i wiele sił do pracy nie mają.
Czasem się zbuntują, wyjrzą na słońce swobody i chcą kosztem nieraz życia wywalczyć lepsze warunki, w których pracować muszą. Lecz szybko głód i przemoc zmuszają je do ustępstw. Pająki robocze cofają się w swe gnijące piwnice, wracają pod ziemię do kopalń, pochylają się nad warsztatami, niszczą płuca w farbiarniach, tracą wzrok w piekielnym żarze hut i snują ze siebie nici, zmoczone potem, a czasem krwią — snują aż do ostatniego tchu, do agonji, do zgonu — snują na szatę miękką, ciepłą, obszerną