Strona:Gomulickiego Wiktora wiersze. Zbiór nowy.djvu/102

Ta strona została uwierzytelniona.


Z bólu, natchnienia, czy zachwytu,
Nim błysły pierwsze ognie świtu,
W myśli odmęcie, w marzeń mgle
Zbłądziwszy, cicho zdrzemnął się.
Ale zaledwie cichem wianiem
Sen nań makowe rzucił kwiaty,
Do przyciemnionej wszedł komnaty
Sąsiad, i zbudził go wołaniem:
„Siódma wybiła, wstawać czas.
Już tam Oniegin czeka nas!”

Ale był w błędzie. Eugieni
Spał jeszcze wówczas snem kamiennym...
Już rzednie zbita masa cieni,
Kur wita zorzę krzykiem sennym —
On się na drugi bok przewraca.
Już ranek; na wsi dzienna praca
Zawrzała; skrzypią w chatach drzwi —
A nasz Oniegin śpi i śpi.
Sen miły chwycił go jak wędką,
Bawi go marzeń świat uroczy...
Rozemknął wreszcie zwarte oczy,
Zasłonę w oknie podniósł prędko;
Patrzy, dzień biały, zgiełki prac —
Pośpieszać trzeba mu na plac.

Zadzwonił. Wbiega posuwisto
Sługa, z uśmiechem i podskokiem,
Bieliznę panu niosąc czystą,
I miękie meszty ze szlafrokiem.
Dziś ubieranie trwa niedługo;
Oniegin jechać ma ze sługą,