Strona:Gomulickiego Wiktora wiersze. Zbiór nowy.djvu/132

Ta strona została uwierzytelniona.


W owej chwili, kiedy cię sprzedawał
Pietro, próżno-m z pokusą chciał walczyć —
Była ona odemnie silniejsza.
Gdym cię potem do chaty swej przywiódł
I podzielił z tobą twarde łoże,
Już mi siły brakło i odwagi
Rzec ci prawdę. Dłużej trudno taić..
Za chwil parę będziemy już w domu.
Tak, mam żonę, Martę — dziwnie dobra
To kobieta. Mam też dziecię małe,
Które dotąd twarzy mojej nie zna.
Jestem bardzo, bardzo nieszczęśliwy!
Nie wiem zgoła, co mam począć teraz,
Lecz byłoby dla mnie stokroć lepiej,
Gdybym w jednej z tych mogił spoczywał...
Musisz, Nino, rozstać się dziś ze mną;
Moja Marta aniołem jest — przecie
Wiarołomstwa przebaczyć nie może.
Czuła żona odpuści mężowi,
Że na długi czas o niej zapomniał,
Że roztrwonił niebacznie jej wiano,
Że ją płocho opuścił, a nawet
Że ją wybił — lecz jest nad jej siły:
Odpuścić mu niewierność. — Masz, Nino,
(Przy tych słowach sięgnął po węzełek,
W którym pieniądz chował zarobiony),
Oto twoja połowa — weź sobie
I idź z Bogiem, a przebacz, żem zgrzeszył
Przeciw tobie kłamstwem i słabością.
Wcześniej miałem ci wszystko wyjawić,