Strona:Gomulickiego Wiktora wiersze. Zbiór nowy.djvu/79

Ta strona została uwierzytelniona.


Wnuczek rządził, bo władza śmiejącym się dana,
A dziadek był ofiarą małego tyrana.
Słuchał go też z pokorą.
„Czekaj — chłopię woła.
On czeka. — „Chodź tu!” — Idzie.
Ach! wiosna wesoła
Zwycięża smutną zimę w każdej życia chwili.
Zresztą wnuk z dziadkiem parę dobraną tworzyli.
Ten rządził, tamten słuchał — zbliżali się wzajem
I grudzień prawie zawsze był w harmonii z majem.
Jak miłośnie, wśród gaju, co był słońcem złoty
I gniazd pełen, łączyły się te dwa żywoty —
Choć jeden miał dwa lata, osiemdziesiąt drugi!
Czasem dziadek, dni zeszłych licząc szereg długi,
Mylił się — lecz wnuk dobrze pamiętał swe lata.
Nigdy czarną nie była dla nich nocy szata.
Dziad uczył wnuka myśleć, a choć duchem stary,
Sam od niego nawzajem brał naukę — wiary.
Jeden dawał drugiemu swe myśli natchnione
I coraz inną bóstwa odsłaniał mu stronę
W dzień łączyli igraszki, a w nocy marzenia.
Nie było na miłości tych poczciwców cienia;
Mieli jedną komnatę, żyli w jednem stadle.
Ach! przy pierwszym pacierzu i przy abecadle
Najłatwiej się dwa serca niewinne jednoczą!
Gdy dziadek miał rozpocząć swą lekcyę uroczą,
Jakimże głosem, pełnym najsłodszej pieszczoty,
Mówił:
„Mój ty najsłodszy Pawełeczku złoty!”
O szepty niezrównane! o rozmowo święta!
Tak właśnie gwarzą w bajkach niewinne ptaszęta.