Strona:Grazia Deledda - Po grzesznej drodze T.I.djvu/127

Ta strona została przepisana.

Obecnie przypomniał jej się niespodziewanie przez jasne i głębokie spojrzenie chłopca. Wstając z klęczek, musiała się odwrócić, aby uwolnić rąbek tuniki, który przycisnęła kolanem sąsiadka, i spostrzegła, że Franciszek wciąż jeszcze jej się przygląda; oczy ich nawet spotkały się, lecz szybko odwróciła głowę i do końca mszy już nie patrzyła za siebie. Jakiż ten Franciszek Rosana był czarny i brzydki! Cały jego majątek i wytworne wzięcie, czernie były wobec jasnych i czystych oczu Piotra Bernu? niemniej od tej chwili Marja poczuła, że dziwny czar, dręczący i pociągający zarazem, jaki ją łączył z Piotrem, zerwie się stanowczo i to za sprawą brzydkiego człowieka. Poczuła z tego powodu jakiś niewytłumaczony smutek, lud tymczasem śpiewał swoje Gosos[1] na tęskną i spokojną nutę, rzekłbyś hymn, dźwięczną i poważną muzykę samej tej przyrody, gór, jasnego jesiennego zachodu w uroczystem zaróżowieniu olbrzymiego, samotnego i wysokiego widnokręgu:

Sas roccas distillan perlas,
Sas mattas grassias e donos!
Cun milli boghes e tonos
T’acclaman sas aes bellas,
Sas relughentes istellas
Falan pro t‘incoronare.[2]



  1. Pieśni na cześć Matki Boskiej.
  2. Opoki sieją perłami
    Krzaki ślą łaski i dary!
    Tysiącem głosów i tonów
    Wdzięczne cię wielbią ptaszęta
    Gwiazdy, świecące blaskami.
    Spływają, by wieńczyć ciebie.