Strona:Grazia Deledda - Po grzesznej drodze T.II.djvu/83

Ta strona została przepisana.

wę. Potem, kiedy cichło z ulicy śpiewanie księży, a złote galony całuna na trumnie nikły, połyskując w słońcu, powróciła do kuchni i przykucnęła u drzwi. Nie płakała, ale w jej bladej twarzy i wygasłych oczach błąkała się myśl bolesna i poważna.
Bo ona tylko jedna, pomimo orzeczenia lekarzy, zeznania świadków i wniosków władz sądowych, ona jedna przeczuwała prawdę tej tragedji.
Ponieważ omdlenie Marji przeciągało się, zaniesiono ją na górę i położono na łóżku.
W kuchni tymczasem kobiety na nowo ustawiły się, jak nakazywała ria, i rozpoczęły sos attitidos, to znaczy improwizowane pienia żałobne, od których się do tej chwili powstrzymywały, aby nie powiększać boleści Marji, jakkolwiek „preficheu“ umierały z niecierpliwości popisania się[1] ich dwie; jedna niska, czarno ubrana staruszka, z dużemi niebieskiemi oczami i białą pełną twarzą, druga w średnim wieku, ubrana prawie że wspaniale w zielony, aksamitny gorset i srebrny pas, który bardzo mocno wciskał się w jej pełną figurę. Ta druga była ciotką nieboszczyka, miała dźwięczny głos i cieszyła się pewną sławą przez swoje attidos. To też nie brakło jej nigdy na żadnych wyprowadzeniach.

Dwie płaczki zaczęły śpiewać kolejno jedna po drugiej, a po każdej zwrotce pieśni odpowiadał chór

  1. imię i obrzęd sięgają jeszcze starożytności, z tą jednak różnicą, że u rzymian praefica była płaczką płatną, gdy tymczasem na Sardynji roli tej podejmuje się któraś z krewnych lub sąsiadek (przyp. tłumaczki).