Strona:Grazia Deledda - Po rozwodzie Cz.II.djvu/38

Ta strona została przepisana.
III.

Była wigilia Wniebowzięcia, środa, dzień upalny i pochmurny.
Ciotka Marcina przędła w bramie swej zagrody, a Giovanna, widocznie już poważna, przebierała ziarno, bo rzeczą synowej przebrać ziarno do żarn przeznaczone. Siedziała na ziemi, pomiędzy dwoma koszami, „żona dwóch mężów”, jak ją wzgardliwie we wsi nazywano. Zmieniła się od zamążpójścia, schudła, nos miała obrzękły i zaczerwieniony, oczy podbite i dolną wargę opuszczoną. Kury i koguty, bijąc się i zanieczyszczając dziedziniec pierzem, wyciągały dzioby, usiłując pochwycić ziarno. Odpędzała je młoda kobieta. Odlatywały, by po chwili ponowić przerwany atak.
Giovanna zdawała się smutna i niezadowolona z losu, pogrążona we własnych troskach i niedomaganiach. Świat cały ją nie obchodził, o samej sobie myślała. Bosą była i dość brudno odzianą, bo teściowa skąpiła nawet na mydło.