Strona:Grazia Deledda - Popiół Cz.I.djvu/148

Ta strona została przepisana.

na miejscu dobrej ciotki Tatany, była u domowego ogniska tamta... myśl jego przebywałaby ustawicznie pomiędzy domowemi ścianami... Gdzież jest tamta, niezapomniana? Co porabia? Czy widzi tę na niebie pozostającą pierwszą gwiazdę?
Żywa, czy umarła? W nędzy li, czy w dostatku? Ślepa może, kaleka, chora, w więzieniu? Ostatnie to przypuszczenie wywołał usłyszany z dala dźwięk dzwoneczków, pasącej się w głębokim parowie trzody. Dźwięk ten przypomniał Ananii staruszka owczarza, skazanego na odsiadywanie kary w penitencyaracie św. Bartłomieja.
Basta! Chcąc przerwać myśli, rozdrażniające serca ranę, student powstał z miejsca, otrząsnął się, szybko zbiegł ze wzgórza, kierując kroki ku miastu i myśląc o zbliżających się wielkanocnych wakacyach.


∗             ∗

Nadszedł wreszcie dzień upragniony. Anania opuścił Cagliari, miotany sprzecznemi uczuciami: radości i trwogi. Bał się... czego? A no, wszystkiego. Bał się, że umrzeć może nagle, w drodze, nie dojechać do Nuoro i nigdy już, nigdy nie ujrzeć drogi pustej, pylnej, wiodącej do miasta, przedmieścia ubogiego z domkiem ciotki Tatany, horyzontów lubych, Małgosi.
— Gdybym jednak teraz, tu, nagle, umarł — marzył z czołem, opartem o szybę wagonu — pamiętałaby mnie zawsze.!.
Dojechał zdrów i cały. Ujrzał góry rodzinne, rany wiejskie, horyzonty lube i tuż, wraz za dwołem, obrzękłą twarz pijaczki Nanny, wyszłej na jego spotkanie. Czekała z godzinę co najmniej na