Strona:Grazia Deledda - Popiół Cz.II.djvu/137

Ta strona została przepisana.

śmierć tobie i mnie także. Zresztą! życie straciło dla mnie wszelką cenę.
Ola parzyła nań przerażona, bez tchu. Podobnym był... jakże podobnym był w tej chwili do jej ojca, gdy, ją — oh! jakże pamiętała to wiernie! wyrzucał za drzwi rodzinnej chaty. Te same oczy zgasłe i chłodne, bladość ta sama surowej, nieubłaganej twarzy ten sam głos bezdźwięczny, stanowczy. Zdawało się Oli, że stoi przed nią widmo przekleństwo rzucającego na nią ojca. Serce w niej zamarło, nie zdobyła się na słowo, na jedno; osunęła się na ziemię pogrążona w rozpaczy i strachu!


∗             ∗

Ponury wieczór zapadał we wstrząsanej gwałtowną wichurą wiosce.
Anania nie znalazł konia do odjazdu i noc tę musiał, chcąc nie chcąc, przepędzić w Fonni, pod jednym dachem ze swą matką. Zasnął jednak snem ciężkim, kamiennym, snem skazańca po wysłuchanym wyroku.
Ola i wdowa czuwały długo u wygasłego komina. Ola dostała paroksyzmu febry, trzęsło ją, dzwoniła zębami, poziewała spazmatycznie. Jak w onej innej nocy pamiętnej, wiatr kołatał lepianką wdowy po bandycie, wydymał fałdy czarnego, zapylonego płaszcza nieboszczyka, a wdowa przędła przy dogasających na kominie węglach, sztywna, żółta, do widma podobna, tylko że dziś nie do opowieści jej było i słów pociechy nie znajdowała. Od czasu do czasu radziła Oli, by się położyła.
— Położę się, jeśli mi wyświadczysz jedną łaskę — odrzekła wreszcie Ola.
— Mów.
— Spytaj go, czy ma jeszcze rezetta, amulet święty, który mu zawiesiłam na szyi w dniu, gdym go ztąd uprowadziła. Poproś, by ci pokazał.