Strona:Gustaw Daniłowski - Dwa głosy.djvu/32

Ta strona została uwierzytelniona.
22
GUSTAW DANIŁOWSKI

cych cieni rozwiała się po placu, jak garść widm, i gdzieś w pobliżu muru wsiąknęła w mrok.
— Zostaw!... Bies przeklęty!... Potępieńcze!... — zerwało się z dołu kilka rozpaczliwych prawie zażegnań i przypadły raptownie do ziemi, jakby zmiażdżone nieludzkim rykiem, który buchnął w powietrze.
— Antychryst! Antychryst! Antychryst!.. — zadygotał z dna duszy wydarty, pełen zdziczałych akcentów, ochrypły, bolesny głos.
— Antychryst! Antychryst! — coraz przeraźliwiej wołał Waśka, jakby podżegany zaciekłością, wyciągając ku niebu rzucające się jak w konwulsyach oszalałe ręce o rozczapierzonych palcach,