Strona:Gustaw Daniłowski - Dwa głosy.djvu/332

Ta strona została uwierzytelniona.
322
GUSTAW DANIŁOWSKI

latuje schody i otwiera gwałtownie niezatrzaśnięte drzwi.
Nikogo; pod blachą syczy ogień, a w drugim pokoju na oknie dopala się wielkim płomieniem topniejący ogarek, snadź zapomniany przez roztargnioną Anusię.
Pani Halina wodzi przez chwilę wprost zdumionym i mętnym wzrokiem po białych ścianach mieszkania, a potem, z jakimś cichym jękiem skaleczonego dziecka, osuwa się na fotel.
Siedzi chwilę, oddychając z trudnością, zgarbiona, jakaś niższa, jakby przygięta do ziemi całym ciężarem zabitej nadziei i tak gwałtownie przeistoczonej w ból radości.
Wkrótce staje się jej tak duszno, że, nie rozpina, ale wprost