Strona:Gustaw Daniłowski - Dwa głosy.djvu/333

Ta strona została uwierzytelniona.
323
WIGILIA

rozrywa szubę na sobie, zrzuca kapelusz, rzuca to wszystko na podłogę, a sama opiera się obydwoma łokciami na stole, kryjąc twarz w dłonie. W pełgającym płomyku dogasającej świecy widać tylko jej srebrne włosy, chude, drżące palce, przez które zaczynają się sączyć łzy tak obfite, że się staczają po dłoniach, kapią na obrus, bryzgając na opłatki, na daktyle, marmoladki i figi; zdają się nawet przenikać przez delikatne łupinki słodkich migdałów, zmieniając je w gorzkie.

Pani Halina dygocze cała od płaczu, a jest tak pogrążona w swojej boleści, że nie słyszy, jak ktoś dopytuje się stróża: gdzie mieszka Tokarska? nie sły-

21*