Strona:Gustaw Daniłowski - Dwa głosy.djvu/364

Ta strona została uwierzytelniona.
354
GUSTAW DANIŁOWSKI

— Coś złego! — wtrącił ktoś z boku.
— Jakiś krach pewno! — odezwały się liczne głosy.
— Cicho! — komenderował ktoś inny.
— Tak, cicho! — posypały się rozkazy.
Umilkli wszyscy, a on jął czytać te krótkie, jak strzały, urywane zdania, które ołowiem padały na serca słuchaczy, coraz cięższe, coraz wyraźniejsze i pełniejsze grozy.
»I pęd pociągu się nie zmniejsza...« — skończył wreszcie. Podniósł wzrok i mógł myśleć, że stoi przed gromadą trupów, przebranych w jaskrawe całuny: tak sino-blade były wszystkie twarze, białe wargi, a oczy zmętniałe,