Strona:Gustaw Daniłowski - Dwa głosy.djvu/371

Ta strona została uwierzytelniona.
361
POCIĄG

ciężkim, bez marzeń i sennych widziadeł.
Na zwiędłych ich twarzach malowała się obojętność umarłych i wyczerpanie znużonych. W bladem świetle tlejącej latarni czynili wrażenie zapylonych posągów, które wiatr jakiś pozrzucał z piedestałów i pokładł pokotem.
Pomimo zaduchu, niektórzy pookrywali oblicza, jakby się czegoś wstydzili, lub lękali światła. Ci nie wiedzieli napewno: dokąd jadą i co ich czeka u kresu podróży?
A zresztą śmierć dla nich była tylko — niezbudzeniem się.
W dalszych wagonach porozmieszczane według starszeństwa jechały dzieci — chłopcy i dzie-