Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/101

Ta strona została przepisana.

ją do Izby wystąpiło wojsko na placu Zgody i rozprószyło ich. Słuchacze wydziału praw a w liczbie 2500 obiegli Urząd kanclerski, domagając się zniesienia kary śmierci za przestępstwa polityczne, i złagodzenia kary wymierzonej Barbésowi. Wiktor Hugo i Lamartine podjęli się zainterweniować wprost u króla, i w samej rzeczy król, wbrew zapatrywaniu rady ministrów, dnia 14 lipca złagodził karę. Barbés został skazany na dożywotnią katorgę.
Ale aż do 14 października, władza nie może go dostać w swe ręce. Przez pięć miesięcy wodzi policyę za nos. Agenci zjawiają się nareszcie w chwili, gdy ma siąść do wozu pocztowego, by wyjechać do Szwajcaryi.
Dnia 14 stycznia, zjawia się przed sądem nowych trzydziestu winowajców, Blanqui odmawia zeznań, i zostaje skazany na śmierć.
W rezultacie nikt nie zginął pod nożem gilotyny. Karę śmierci zamieniono Blanquiemu na dożywotnie roboty. Tak więc wszyscy ocaleli, chociaż nie wesołe mieli przed sobą życie. Wszyscy zostali wywiezieni do Mont-Saint-Michel. Straszną była chwila rozłąki Blanquiego z żoną. Więzień z rozpaczą patrzy na złamaną bólem postać drogiej istoty, na jej pobladłą twarz. Ale opuścić ją musi. A ona raz jeszcze spogląda nań, może ostatni raz, a w spojrzeniu tem, cały niewysłowiony smutek, jaki może nawiedzić duszę ludzką. Umówili się, że podobnie jak w Fontevreault zamieszka przy nim, gdy jeno przyjdzie na tyle do sił, by mogła odbyć podróż. Potem wybiła chwila rozłąki i życie prysło jak bańka mydlana.