Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/11

Ta strona została przepisana.
I.

Zaraz w dniu śmierci Jana Dominika Blanquiego, w roku 1832, kiedy to ów były członek Konwentu, późniejszy podprefekt cesarstwa, zakończył dni swoje w opustoszałem, lichem mieszkaniu przy ulicy Harlay, można było przystąpić do spisania inwentarza poglądów zmarłego i dokumentów jego działalności publicznej. Ktoś, ktoby się był wziął do owej czynności, byłby może odczuł, że wśród przeróżnych faktów życiowych, poprzez dzieła zawarte w papierach pożółkłych przewija się nić dziedziczności zwita z dwu tajemnych pasem, że dwa czynniki określiły, ukształtowały życie starca leżącego oto w trumnie. W roku śmierci, dwaj synowie Blanquiego doszli już do lat męskich i zaznaczyli swoją działalność. Otóż badacz ów, gdyby był obdarzony spojrzeniem, sięgającem poza ciasne szranki dnia dzisiejszego, badacz-wizyoner zadrżałby, stanąwszy wobec narzucającego się z siłą oczywistości dziwnego związku pomiędzy owymi stojącymi u progu życia młodymi ludźmi, a nieboszczykiem. Dusza dziecka jest spadkobierczynią duszy ojca, potomkowie dziedziczą losy przodków. Przypuszczenie to nabierze jasnych, określonych konturów prawdy, gdy spojrzymy na obu synów Blanquiego. Obaj natychmiast biorą instynktownie w posiadanie swe części zagadkowego dziedzictwa. Starszy Adolf obejmuje poważne, pracowite rozprawy naukowe, dotyczące kwestyj