Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/193

Ta strona została przepisana.

spotykamy się z nazwiskami ludzi różnych zawodów, pochodzących z różnych dzielnic, mnóstwo naczelników grup, co chwila w dziejach onego czasu natrafiamy na członków, mniej, lub więcej wtajemniczonych, którzy równocześnie mają stosunki z policyą, zajmują się zarazem konspirowaniem i zdradą. Jakże można nie brać pod uwagę przypadku tak typowego jak sprawa Lucyana de la Hodde, inteligentnego spiskowca i zręcznego szpiega?... A rzeczy podobne zdarzały się co dnia. Pojąć doprawdy trudno, że głupstwo podobne mógł ktoś traktować poważnie, że zaciężyło ono strasznie na życiu Blanquiego. Czyż mogło ono ostać się wobec oczywistych zalet jego charakteru, świadectwa poświęcenia ukaranego długoletnią katorgą. Bezpłodną zdaje się praca badania szczegółowego owego paszkwilu, skleconego niezdarnie, jednakże dostał on się przed kratki sądowe i został poddany skrupulatnej analizie.

XCI.

Choćby dokument, ogłoszony przez Taschereau został sporządzony w r. 1839, jak zeznali w procesie wytoczonym Blanquiemu przez „Revue retrospective“ świadkowie dowodowi: Pasquier, de la Chauvinière, Zangiacomi, Frank Carré, Passy, a zwłaszcza Dufaure, fakt ten nie osłabia ani trochę wątpliwości, gdyż one wynikają z badania samego dokumentu, a nie mają nic wspólnego z jego datą. Śledztwo przeprowadzone w lipcu r. 1848 stwierdziło wyraźnie, że akt nie był pisany przez Blanquiego, ani przez niego podpisany, a dalej, że był to jeno odpis, a oryginału w żaden sposób odnaleźć się nie udało. Prócz tego dowiedziono, że nie była to rzecz dyktowana, ale odpisywana. A tu oryginału brak... wniosek jasny.