Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/249

Ta strona została przepisana.

szył jej dawny znajomy, republikanin Emil Houchoua. Staruszka zamieszkała na czas jakiś we wsi Kervillaouen, położonej u stóp latarni morskiej w wąwozie Port Goulpharu. Wysoko wznoszące się skały sprawiają, iż wieś i wąwóz zawsze niemal pogrążone są w cieniu, a roślinność tego miejsca przesiąknięta jest wodą, bujna, w większej części złożona z mchów lepkich, oślizłych i alg czepiających się wszystkiego. Stąd mogła pani Blanqui bez przeszkody przyglądać się rzeczom i ludziom. Sam nawet domek, gdzie mieszkała, będący własnością marynarza-wieśniaka, mieścił szynk wioskowy, gdzie po całych dniach pełno było rybaków i przewoźników. Około piątej po południu tłumnie schodzili się tutaj na jabłecznik, albo wódkę. Byli to ludzie dziwni, z pozoru szorstcy i nieogładzeni, ale spojrzenie każdego niemal jasne było i szczere. Niewątpliwie znalazby się pośród nich śmiałek, któryby się podjął dopomóc do ucieczki. Ryzyko nie było wielkie, a żadnej nie sprawiało trudności w skalistym Port Goulphar wsiąść w łódkę w nocy i dać się ponieść odpływającym falom. Wydobywszy się raz na pełne morze łatwiej już przeczekać, aż się nawinie jakiś okręt. Zresztą nie trzeba było nawet zbyt daleko szukać. W niewielkiej odległości od Belle-Ile przepływały co dnia statki różnych państw europejskich.

CXIV.

Na wiosnę, roku 1853, Blanqui i Cazavan powzięli stanowczą decyzyę. Już od dawna myśl ucieczki nie opuszczała ich, ale samo postanowienie wytwarzało się w nich powoli, niejako zbliżało się niepostrzeżenie. Z niezmierną ostrożnością gotowali się do wykonania