Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/322

Ta strona została przepisana.

do ciemnicy za pierwszym zaraz przejawem, albo przedtem jeszcze i w ten sposób Blanqui był z natury swej i z przeznaczenia ciągłym, dożywotnim więźniem. Społeczeństwo, przeciw któremu powstał, okrzyknęło go niebezpiecznym maniakiem, potworem uosobionym. Z nazwiskiem jego zrosło się pojęcie przewrotu, kataklizmu i nieszczęść społecznych, to więc wszystko „obrońcy ładu i porządku“ odrzucali od siebie, zamykając Blanquiego ciągle do więzienia. Tak im się przynajmniej zdawało.
Takie to dziwne losy czekają jednostkę, żyjącą w obcem sobie, albo nawet wrogiem społeczeństwie. Określoną zostanie taką, a taką i nic już nie pomoże. Sam nawet ów człowiek musi poniekąd przystać na wyrok, który go deformuje nieraz na duszy i ugina pod jarzmo posłuchu wobec legendy szerzonej o nim samym. Pozostając tedy tym samym, człowiek staje się jednak innym i musi się natrudzić niemało ktoś, kto po pewnym czasie chce odnaleść istotną postać danego indywiduum pod ową powłoką twardą, powstałą z chemicznych niejako w akcyi wzajemnych idej sprzecznych, pod specyalną patyną „opinii“, na którą składają się niedokładne informacye i celowe kłamstwa, dyktowane interesem osobistym oszczercy.

CXLVII.

Po ucieczce swej ze szpitala Neckera, od roku 1865 do 1870, Blanqui żył jak zawsze zamknięty w sobie, tak, że nic istotnego o tym okresie nie wiemy, mimo, iż stykał się z mnóstwem osób przeróżnych. Nigdy większą tajemnicą nie osłaniał miejsca swego