Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/387

Ta strona została przepisana.

cywilizacyi. Zadrżały ludy południa posłyszawszy dudnienie kroków tych gromad okrutników, co się zerwali z lasów północy i idą, pod jarzmo królów swych i władyków ugiąć dumne kark i ludów nad morzem śródziemnem rozsiadłych“.
„Italia przysyła na pomoc jednego ze swych najszlachetniejszych przedstawicieli, osłonięta ścianą Pirenejów wstrząsa się w posadach Hiszpania, świat cały zadrżał na widok tej walki o życie, jaką idea braterstwa ludzkiego toczy z brutalnym i dzikim najeźdźcą.
„Już przyszli, już depcą nasze urodzajne niwy, ci ludzie o płaskich nogach, rękach, niby u małp długich, ludzie, co uzurpują sobie przywilej stanowienia najwyższego typu ludzkości, a są i zawsze byli jeno jej nieszczęściem, ludzie ci idą, by cofnąć nas tysiąc lat wstecz zepchnąć kulturę naszą w omroczne mgły Bałtyku“!
„Do broni! Do broni więc wielki szczepie ludzki, któremu przeznaczenie i wysiłek wieków udzieliło postaci pięknej, wykwintnej, w duszy którego zakwitły wszystkie myśli, porywy szlachetne wielkie i ideały, będące zaszczytem człowieczeństwa. Do broni! Na walkę straszną, trud was czeka ogromny, wyplenić musicie z naszej gleby zielsko bestyalskich hord, usunąć posiew zła i ciemności, wytrzebić dzikie małpoludy zelandzkie, które oto rozsiadły się ze zwierzęcym chichotem na ruinach cywilizacyi“.

CLXXX.

W artykułach następnych Blanqui komentuje wieści z prowincyi i nieruchomość armii nieprzyjacielskiej, która w zupełnym spokoju czeka, aż się skończą zapasy ży-