Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/425

Ta strona została przepisana.

Père-Lachaise. Na widok ten osmutnieli zrezygnowani jeszcze bardziej, ale też gniewem zawrzały serca wielu. Trochu podał się do dymisyi złożył godność głównodowodzącego obroną Paryża. W ten sposób to rozumiał obietnicę, że on nie otworzy bram miasta. Fakt ten jeden świadczy dostatecznie czem był Trochu, ów „gubernator wojenny obrony Paryża“, co śmiał brać na siebie obronę, wprost planując sobie z góry, że doprowadzi do klęski, przysposabiając ją przez opieszałe postępowanie, okryte hypokryzyą, godną istotnie wychowańca Kościoła.
Doprowadził do końca swe dzieło hańbiącej bezczynności i komendę miasta, zostającego w położeniu zupełnie zdesperowanem zostawił generałowi Vinoy, który prędzej jeszcze nim mógł zdążyć do obozu pruskiego, rzucił się na „stronnictwa wywrotowe“ i rzucił obrońcom ojczyzny piekielną prowokacyę. I naturalnie przyklaśnięto mu, bo u większości łatwo było wywołać takie konwulsye na tle bezładu codziennego. Flourensa zamknięto w Mazas, a po klubach zawrzało. Co gorętsi rzucili się też zaraz iść pod ratusz.

CXCVIII.

Wypadki dnia 22 stycznia poczynają się pojawieniem się na pustym dotąd placu gwardzistów. Pierwsi stają tu około pół do drugiej po południu, potem jawi się oddział na skwerze, inny w ulicy Rivoli, a do ratusza wchodzi deputacya pod wodzą Tony Revillona. Przyjmuje ją zastępca mera paryskiego, Grustaw Chaudey. Delegaci wyrażają życzenie, by rząd dymisyonował, i został zastąpiony Komuną. Potem wracają skąd przyszli, to jest do kawiarni gwar-