Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/427

Ta strona została przepisana.

wiarnią gwardyi jeden jedyny człowiek, szczupły, mały. W mgle zimowej i dymie strzałów mało kto dostrzegł Blanquiego, który z rospaczą w duszy przybiegł tu, by widzieć, by się przekonać, że to możliwe, Blanqui z oczami wlepionemi w place de Grève, kędy przeszło tchnienie śmierci, a potem w okno ratusza, skąd padła błyskawica. A w ciszy strasznej, panującej na pobojowisku, w pierwszym tym akcie wojny domowej, rozlega się grzmot jednostajny armat nieprzyjacielskich, bombardujących miasto.
Wszystko nie trwało długo. Gwardzistów przy avenue Victoria zaszedł z tyłu Vinoy i zmusił do złożenia broni. Ruchoma gwardya wyszła. Dowódca powstańców, Sapia został zabity, drugi dowódca Rigault, także, a oblęgający cofnęli się zostawiając pięć trupów na placu, ośmnastu rannych, i dwunastu jeńców. We wnętrzu ratusza, jeden zabity, dwu rannych. Wieczór kluby pozamykano, zawieszono pisma rewolucyjne, przeszło sto osób aresztowano, a wśród nich ani jednego niemal uczestnika, ni nawet widza.
Delescluza, który nie brał żadnego udziału w rozruchach podobnie jak i Blanqui, wtrącono do więzienia w Vincennes.

CXCIX.

Najstraszniejszy to dzień w całym okresie oblężenia, tego dnia oblęgani mordowali się wzajem. W obliczu wroga dopuszczono się zbrodni wojny domowej. Ale ci, na których sumienie to spada, dopuścili się tej ohydy przez szał patryotyczny, przez wściekłość, że grozi klęska, a nic się nie robi. Trzeba im to przyznać. Nazajutrz w proklamacyi rządu oskarżeni zostali o służenie