Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/431

Ta strona została przepisana.
CCIII.

I oto znowu, gdy jeno zatętnił nowem życiem Paryż owej smutnej zimy, Blanqui mimo, że pozbawiony dziennika, trybuny, chwyta za pióro i stylem swych artykułów w „la Patrie en danger“, krótko, wymownie, gienialnemi wprost pociągnięciami streszcza okres historyi dopieroco zamkniętej. Jest to afisz, sprzedawany po ulicach po pięć centimów, a nosi tytuł: „Ostatnie słowo“.
Jest to arcydzieło zamknięte w ośmiu kolumnach druku, konieczne, logiczne zamknięcie kart kreślonych podczas oblężenia od października do grudnia. W „la Patrie en danger“ Blanqui przepowiadał, co nastąpić musi, kreślił fazy rozwoju i oblężenia, teraz w „Ostatniem słowie“ streszczając to, co się stało, powiada, co byłoby mogło nastąpić.
Na bok odrzuca wszelkie lamenty, całą retorykę, nie przytacza dowodów głupoty ludzkiej, przedajności, nieszczęść, nawet fatalizmu. Fatalizm uznał za prawo normujące stosunki materyalne wszechświata, nie mające jednak zastosowania do duszy ludzkiej. Przez całe życie nie uronił ni strzępką swej woli, myśli jego nic nie zaćmiło, przeto nie chce przyznać, że podlega także przeznaczeniu, które nosi w sobie i za los, jaki go spotka, czyni odpowiedzialną ludzkość samą. Błędem jego to, że nie uznaje żadnych stopni tej odpowiedzialności, ale jest to błąd, mający swe źródło w szlachetnem oburzeniu na indolencyę, jest to apel do dumy człowieczej. Narzędzia przeznaczenia są różne, raz mniej, to znowu bardziej uświadomione. Nie można jednako traktować takiego Trochu, Favra i Simona, obskurnego mieszczucha, bojącego się o swą skórę, winnego tyle tylko, że pojąć nie