Strona:Gustaw Geffroy - Więzień.djvu/437

Ta strona została przepisana.

Niestety! Bez końca śnić nie można, to też i Blanqui spojrzyć musiał w twarz rzeczywistości. Smutny to był widok, a raczej szereg obrazów: Paryż, liczący na prowincyę, udana obrona, bombardowanie, spóźniona formacya wojsk prowincyonalnych, choć mogła być w stolicy pierwszych zaraz dni, potem epilog, otwarcie bram, dowody niezbite, że losy Francyi rozstrzygały się w Paryżu, zdanie całego kraju na łaskę po kapitulacyi, wydanie wrogowi armii wschodniej z bronią w ręku i w końcu wybory narzucone z nakazu Bismarka, co jego niewolnicy, członkowie rządu wykonać musieli.
Oskarżeniem o zdradę stanu i zamach na całość i istnienie ojczyzny kończy swoje „Ostatnie słowo“ rewolucyonista, występujący tu w roli krytyka spraw wojskowych, generała i administratora, zagorzały patryota, historyk-wizyoner i świadek naoczny okropności oblężenia Paryża.

CCIV.

Dnia 12 lutego, kiedy rozpowszechniono „Ostatnie słowo“, Blanqui z Tridonem udał się do Bordeaux, spotkał tam Ranca i usłyszał wiele szczegółów z wojny na prowincyi. A więc dzieje Clichanta, rzuconego ku Szwajcaryi z armią wschodnią, skutkiem wyjęcia jej z pod zawieszenia broni, bezsilności Faidherba, stosunków generała Chanzy z rządem zwyciężonym i wiele innych rzeczy. Osmuciło to jeszcze bardziej Blanquiego i był teraz przekonany, że przepadła Francya i republika. O ostatnich wypadkach i upokorzeniach Paryża wieści doszły go tutaj. Więc tedy nie widział na własne oczy jak w nocy, z 26 na 27 lutego, 50.000 gwardzistów